Album Cover Knajpa Mordercow

Knajpa Mordercow

Kult

4

Nie szukaj drogi, znajdziesz ja w sercu...

Smutna jest knajpa bylych mordercow.

Niech Cie nie trwoå¼a, gdy do niej wkroczysz,

Plonace w mroku mordercow oczy.

Niewaå¼ny grozny grymas na gebie,

Mordercy maja serca golebie.

Band, armii, gangow i czarnych sotni,

Wczoraj - rycerze, dzis - bezrobotni.

Pustka i chlodem wieje po katach,

Stary morderca z baru szklo sprzata,

Szafa wygrywa rzewne kawalki,

Siedza mordercy, lamia zapalki.

Czasem twarz obca mignie - i znika,

Zaraz sie dzwignie ktos od stolika,

Wroci nazajutrz z mina nijaka,

Bluznie na å¼ycie, postawi flakon.

Kaå¼dy do niego zaraz sie tloczy,

Wkrag nad szklankami blyskaja oczy

I zaraz kaå¼dy lepiej sie czuje:

Jeszcze mordercow ktos potrzebuje!

Moå¼e nareszcie ktoregos ranka

Znowu sie zacznie wielka kocanka

I wroca chwile godne zazdrosci,

Znow placic beda za przyjemnosci.

Znow w dloni, zamiast plaskiej butelki,

Znany ksztalt kolby od parabelki.

A w koncu palca wibruje skrycie,

Jak laskotanie: tu smierc, tu å¼ycie...

Wracajcie, slodkie chwaly godziny,

Slawne gonitwy i strzelaniny.

Tak tylko moå¼na znowu byc mlodym -

Zabic - i z duma czekac nagrody.

W knajpie mordercow gryziemy palce,

å»adze nas drecza i sny o walce.

Ale ktoå¼ dzisiaj mordercom ufa? -

Wiec srebrne kule spia w czarnych lufach.

Zmazujac barwy lasom i polom

Mknie balon nocy z knajpy gondola.

Kiedys tak jasno, a dzis tak ciemno -

Wroga nie widze, wroga przede mna.

Rwie leb od tortur alkoholowych,

Lecz wsrod porcelan i rur niklowych

Czlowiek sie znowu czuje polbogiem,

Bo oto stoi twarza w twarz z wrogiem.

Kula jak srebrna å¼mija wyskoczy,

W lustrze nad kranem zagasna oczy,

Ciala mordercow skry potu zrosza,

Gdy milczac cialo za drzwi wynosza...

Gdy bije polnoc!